powiększ obraz
Opis obrazu:

Obraz zwraca na siebie uwagę mocną, kontrastową kolorystyką, sugerującą że to co się dzieje na obrazie nie jest niczym pozytywnym. Mamy tu ognisto czerwone niebo, być może jako sugestia ogromnego niepokoju, braku najmniejszej oznaki szczęścia, być może też agresji i cierpienia. Kontrastuje ono z szarymi błękitami, które mogą sugerować smutek (może wręcz rozpacz), zniechęcenie i bezsilność. To co najbardziej zwraca na siebie moją uwagę, to ludzkie głowy, które sugerują tłum ludzi ciasno kroczący w kierunku szczytu wzgórza. Widać same głowy, bez włosów, czapek czy żadnych innych elementów charakterystycznych, mogących je jakkolwiek wyróżniać. To sprawia że mam wrażenie, że nie chodzi tu o konkretne jednostki, a ogół, całą grupę zamiast wielu jednostek. Z tego tłumu widać tylko głowy, co sugeruje że muszą oni być ustawieni niezwykle ciasno względem siebie, co jest nienaturalne dla tego typu scenerii (wokół nich teoretycznie jest dużo miejsca by móc się tam rozejść, tak samo przed nimi nic nie ma). To sprawia że podejrzewam że albo się bardzo spieszą więc przeciskają się jeden przez drugiego, albo chodzi właśnie o zbitą masę ludzi. Nie wydaje się by się spieszyli, nie widać na przodzie żadnej pojedynczej biegnącej osoby (a tylko rozmazaną niebieską plamę zamiast jakiejś sylwetki lub głowy). Dlatego skłaniam się co do drugiej wersji - że chodzi o ciasno zbity tłum który przemieszcza się wolnym lub normalnym tempem, jako coś niemożliwego do przejścia przez środek. Na szczycie wzgórza do którego zmierza wcześniej opisany tłum siedzi pojedyncza postać, tuż przed jakimś obiektem wyglądającym jak duże wejście do środka wzgórza. Postać jest wychudzona i wygląda na zmartwioną lub bardzo znudzoną. To nasuwa mi pytanie - czy ta postać oczekuje ze znudzeniem na przybycie tłumu, czy może właśnie siedzi tam zmartwiona wiedząc, że już przed tym tłumem nie ucieknie?