Informacje o artyście:

Biografia:

         Malowanie jest dla mnie jak powietrze dla tonącego, tyle że ja... nie umiem pływać – bardzo przewrotnie mówi o swej twórczości Jacek Krupa. Fraza ta, efektowna, zadziorna, ale przede wszystkim autoironiczna wskazuje na to, że mamy do czynienia z osobą potrafiącą z dystansem obserwować siebie oraz oceniać swą sztukę. I nawet jeśli nie znamy twórczości autora tych słów, to na podstawie tego jednego zdania możemy zorientować się, że mamy do czynienia z ciekawym człowiekiem.

 

         Jacek Krupa jest artystą średniego pokolenia. Całe swoje życie związał z rodzinną Grabownicą Starzeńską oraz dwoma najbliższymi miastami: Brzozowem (edukacja) i Sanokiem (praca). Urodził się w 1962 r. i od dzieciństwa rysował tak wiele, że wkrótce stało się to nawykiem. Dążąc do  odwzorowania rzeczywistości, osiągnął znakomite rezultaty. Wiernie oddawał naturę, szkicował architekturę, portretował. W wieku 16 lat na tyle poważnie zainteresował się malowaniem, że trzy lata później miał swą pierwszą indywidualna wystawę w Muzeum Regionalnym w Brzozowie. A za nią przyszły następne.

 

         Czas uczęszczania do brzozowskiego liceum był dla młodego artysty niezwykle twórczy. Rysunek i malarstwo przestały mu wystarczać, dlatego eksperymentował z produkcja własnych farb olejnych. Po części wynikało to z konieczności, gdyż w latach siedemdziesiątych XX w. mieszkający na prowincji artysta miał niewielkie możliwości nabycia prawdziwych „olejów”. Z dobrym skutkiem próbował także rzeźby w drzewie oraz linorytu, ponieważ do koniecznych przy tych dziedzinach sztuki materiałów miał łatwiejszy dostęp. Ale największe wrażenie wywołują rysunki wykonane długopisem. I dopiero tutaj, przy tej tak rzadkiej i trudnej  technice, można w pełni docenić maestrię  artysty.

 

         Jako dwudziestolatek całkowicie oddaje się malarstwu, sporo wystawia i maluje. Jednak po  sześciu latach Krupa porzuca nie tylko malarską grupę IN-TI, której był współzałożycielem, ale przede wszystkim niszczy swoje płótna i odkłada pędzle na półkę. Przez wiele lat ani nie maluje, ani nie wystawia, skupiając się na rodzinie i na pracy. Dzieje się tak aż do 2006 roku, kiedy nieoczekiwanie znów staje przed sztalugami. Tym razem rozpoczyna wystawą w gościnnych podwojach pałacu Starzeńskich w Grabownicy, gdzie w dalszym ciągu oglądać można jego bardzo udaną kopię pięknej i sławnej w XVIII wieku Katarzyny Starzeńskiej,   właścicielki tego majątku.

 

         Już ta wystawa pokazała, że czas łagodnie obszedł się z umiejętnościami Krupy. Ale dopiero następne – zwłaszcza krośnieńska i sanocka – unaoczniły, jak wielkie są jego możliwości. Na kolejnych ekspozycjach pojawiają się nowe obrazy nie tylko przyciągające wzrok, ale także wzbudzające refleksje.. Teraz uwagę przykuwa już nie tylko symboliczne dla autora płótno Dwadzieścia lat, czy Taka mała Atlantyda lub Sen Anubisa. Zachwyca Droga , fascynuje Om mani, intrygują twórcze nawiązania do Mony Lisy da Vinci czy do antyku. Ilość nowych i świetnych obrazów świadczy o tym, że dwadzieścia lat bez pędzla wzbudziły u Jacka Krupy potężny głód malowania, którego nasycanie daje coraz bardziej interesujące efekty.

 

         Na wstępie stwierdziłem, że Krupa jest nieco przewrotny. Patrząc na  jego obrazy i znając jego życie, nie sposób nie zauważyć, że owe dwadzieścia lat malarskiego postu może być jakimś mitem tworzonym przez artystę. Sprawność jego ręki w oczywisty sposób przeczy jego słowom. Przecież w dziełach Jacka Krupy widać doskonale rzemiosło, a ono wszak bez ćwiczeń nie mogłoby osiągnąć takiego mistrzostwa. I teraz zmierzamy do sensu sztuki wyznawanego przez tego twórcę; malarstwo nie jest jedynie sprawnym odtworzeniem rzeczywiści, gdyż trzeba ja nasycić swą wrażliwością, osobowością, tchnąć w nie emocje, czy refleksje. Malarstwo musi opierać się na rzemiośle, choćby  po to tylko, by się od niego odbić.

 

         Wracając do twórczości Krupy: przez dwadzieścia lat nie tworzył, ale jednak malował. Tyle tylko, że były to obrazy „użytkowe”, czyli głównie portrety, pejzaże i kopie dzieł innych artystów. Dzięki tym niezbyt licznym pracom zachował dość dużą sprawność ręki umożliwiającą szybki powrót do dawnej świetności. I choć dzisiaj można uważać, że te dwadzieścia lat zostały zmarnowane, to jednak nie sposób nie dostrzec tego, że obecne malarstwo Jacka Krupy jest dziełem spójnym, przemyślanym, bogatym warsztatowo i tematycznie, tworzącym niezwykły nastrój. I że być może te lata artystycznego milczenia – ale przecież także zbierania doświadczeń, analizowania, odczuwania, oceniania i przede wszystkim przemyśleń – przynoszą teraz temu artyście wyrafinowane owoce. Można pomyśleć także, że to tamte lata otwierają dziś, przed tym niespełna pięćdziesięcioletnim twórcą, nową drogę, drogę, która bywa dość częstym motywem jego obrazów.