Wewnętrzne Przestrzenie Beaty Pflanz

Rozmowa z Beatą Pflanz
Płótno, papier, przestrzeń – to Jej ulubione
obszary. Tętniąca życiem i twórczą mocą, niezależna, odważna,
samodzielna i intrygująca artystka, urodziła się 6 stycznia 1961 roku w
Poznaniu, gdzie ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Jako osobowość –
otwarta, przyjazna, ciepła. Jako artystka – zagadkowa, zmysłowa,
wszechstronna: Beata Pflanz.
Anna Kamińska: Wydaje się, że jest w Pani wielka, niepohamowana potrzeba tworzenia. Jak to się wszystko zaczęło?
Beata Pflanz: Hm… też czasem zadaję sobie podobne pytanie… ale już wiem, że to tak po
prostu jest, że Ty, ja, czy inni – rodzimy się z tym czymś, co nas
pochłania, co sprawia, że tylko To jest dla nas ważne, że bez TEGO nie
da się po prostu żyć. Janek obrywał ciągle od mamy za podarte portki,
gdy wchodził na czubek sosny, która była mu bocianim gniazdem, z
którego obserwował dalekie kraje i marzył o podróżach – dziś jest
znanym podróżnikiem. Chłopaki całe dnie ganiali za motylami – dziś są
docentami poważanymi w swej uniwersyteckiej profesji… Ja już w
przedszkolu, rozlewałam mleko (było obrzydliwe dla mnie, bo z
kożuchami) z kubka na stół, tylko po to by rozlanej plamie dorabiać
„nóżki”, „rączki”, „brzuszki”, albo słoneczka powstawały… Jak pamiętam,
to zawsze coś lepiłam, dłubałam, malowałam…Chorowałam na wówczas trudną
do leczenia astmę i całymi dniami siedząc w łóżku, trochę samotna, bez
biegających rówieśników za oknem, malowałam akwarelkami obrazki –
jeszcze do szkoły nie chodziłam…
…to chyba odpowiedź brzmi: OD ZAWSZE. Taka moja skaza… haha.
A.K.: Wzruszyłam
się czytając o małej, chorej, samotnej dziewczynce, która w swoich
małych akwareklach wymalowywała dziecięce uczucia... Jako dorosła
kobieta, rozlane mleko zamieniła Pani na olejne farby, a na płótnach
powstają abstrakcyjne formy, pełne symboliki układy. Czym dziś jest dla
Pani malarstwo?
B.P.: Ja nie chciałam wzbudzać
współczucia... po prostu tak było, a że nie było telewizji, komputerów,
muzyki w słuchawkach - pozostawały kredki, farba, plastelina, błoto i
wyobraźnia... albo książki.
Właśnie z tym określeniem ABSTRAKCJA
mam szalony kłopot: bo dla mnie to otaczająca mnie rzeczywistość, tyle
że w mikro lub makro skali, niekiedy nałożona warstwa na warstwę...może
więcej zauważam, bardziej szczegółowo patrzę... mam więcej czułków -
taki mega robal... No i przenoszę te cząstki na płótno (albo inne
medium), by przekazać swą INNER SPACE. Przepraszam, że po angielsku,
ale to takie określenie z naciskiem podkreślające PRZESTRZEŃ
WEWNĘTRZNĄ... nasze czucie, duszę i jej pokłady przestrzenne. Nie
uciekam też w moich pracach od własnej kobiecości, intymności - jest
częścią mnie.
Są mnie dwie, a czasem trzy - w tym moim tworzeniu:
jedna konceptualizująca i powściągliwa niemal do granic możliwości -
kolorystycznie, materiałowo... Druga (bo przecież nie można mieć ciągle
jednego poziomu temperamentu - przynajmniej ja...) musi poczuć
zespolenie z płótnem, jego szorstkością, mieć możliwość gestu,
działania i akcji, cieszyć się procesem, który dzieje się i którego nie
można ujarzmić w sztywne ramy założeń od początku... a trzecia
poszukuje... kompiluje te dwie pierwsze ze sobą lub odwrotnie:)
Malowanie,
tworzenie, to jest dla mnie oddychanie. Jak nie maluję, to też
maluję... a najgorzej jest wtedy, gdy ciągle śni mi się kontynuowanie
zaczętej pracy, bo nie mogę tak naprawdę tego procesu przerwać i jestem
zmęczona... ciągle to mam: w głowie, pod powiekami, kojarzy mi się z
tym co mnie otacza, wyrywa z kontekstu, ciągle to przetwarzam na swój
sposób... żeby odpocząć, nie wystarczy mycie podłogi, spacer z psami -
idę naciągnąć płótno... albo piszę... haha...
I jeszcze dochodzi do tego moje ciągłe interesowanie się tym co w sztuce się dzieje, takie moje bycie z nią na bieżąco.
Mam
potrzebę bycia z innymi i obcowania ze sztuką osobiście, nie tylko
wirtualnie. Całkiem inny odbiór, inne przeżycia, głębsze, bo dochodzi
wielkość, kolor, zapach i to wszystko działa na odbiorcę bezpośrednio,
niesamowicie... Bywam też z ludźmi w świecie wirtualnym, gdzieś w
Stanach, Indiach, gdziekolwiek.
Ostatnio dostałam od całkiem
nieznanych ludzi tak miłe komentarze do moich prac, że aż pąsowa ze
wstydu się zrobiłam. Bardzo to było miłe, trochę górnolotne, ale pisane
szczerze i z pasją. I to trzyma mnie przy życiu, bo mam świadomość, że
to co robię ma sens nie tylko dla mnie, a w naszych polskich warunkach
można weń naprawdę zwątpić, kiedy nawet jest trudno przestrzeń na
wystawę znaleźć, albo coś sprzedać. Artyści też czasem jedzą i płacą
rachunki, ta codzienność dotyka każdego. Więc pokrzepia mnie takie obce
dobre słowo, niczym nie sprowokowane, nie wymuszone.
A.K.: Rzeczywiście, rynek sztuki w Polsce wciąż raczkuje, a wielu artystów
musi podejmować dodatkową pracę, by mieć czas i pieniądze na 'luksus
tworzenia po godzinach'. Wiem, że w Pani przypadku jest inaczej -
całkowicie oddaje się Pani sztuce, i samodzielnie organizuje Pani
wydarzenia z nią związane (siedem w ubiegłym roku!). Czy mogłaby Pani o
nich opowiedzieć?
B.P.: Trzeba zacząć od tego, ze jestem uparta - jak to koziorożce mają:) Jak się uprę, to postawię na swoim:)
Oprócz
uporu i determinacji, są jeszcze potrzebne: konsekwencja działania i
praca. W przypadku wolnego zawodu, jakim jest artysta, sam
zainteresowany powinien narzucać sobie pewne zadania i je realizować.
Sam sobie jest praco- dawco - biorcą. Większość leży w jego mocy....
W
minionym roku, pierwsza moja wystawa
'czterystapięćdziesiątjedenelementów' odbyła się w Galerii Szyperska w
Poznaniu (Galeria znajduje się przy siedzibie Okręgu Poznańskiego
ZPAP). Przestrzeń tej Galerii jest podzielona na trzy mniejsze - jedna
jest w surowej cegle. Generalnie Galeria ma swoją specyfikę i jest
uznawana przez artystów za trudną przestrzeń. Dla mnie była idealna i
świetnie się tam odnalazły moje cztery PANGRAMY (w sali ceglanej), a w
pozostałej części Galerii: cykl METR HORYZONTU i dwunastometrowy obraz
MÓJ METR HORYZONTU, pokazany tym razem na dwóch, a nie na jednej
ścianie.

PANGRAM II, 2007/2008, dzianina, technika własna, 100/15 cm/15 cm.
Pangramy
pokazały moją potrzebę pokazania, że obraz nie musi być zawsze taki
sam, nie musi być dwuwymiarowy, że wreszcie może być i obrazem, i
obiektem, i książką artystyczna w jednym momencie, a ponadto moje
ostatnie działanie PANGRAM IV zaanektował całą przestrzeń galerii. W
ten sposób pokazałam, ze obraz może być i na ścianie, na suficie, na
podłodze - jednocześnie.

PANGRAM IV,2008, płótno, sznurek, technika własna.
Lubię bawić
się skostniałymi juz pojęciami, po to by malarstwo odkrywać niejako na
nowo. Muszę też dodać, że część prac powstała z mych osobistych rzeczy,
co stało się juz moją wizytówką. MÓJ METR HORYZONTU (człowiek od
wewnątrz, i jego energia wewnętrzna) kapitalnie się tam odnalazły.

Seria: MÓJ METR HORYZONTU, 2007/2008, olej na płótnie, 46/ 50 cm/ 50 cm.
Po tej wystawie zostałam zaproszona w poczet członków ZPAP, a także zaproszona zostałam do pracy w Zarządzie.
Kolejne
moje działanie miało miejsce w czerwcu, w Suchym Lesie. Co roku
organizowane są u nas DNI TEATRU. Na wymianę przyjeżdżają ludzie z
zaprzyjaźnionej gminy z Niemiec. W tym okresie szkoły zamieniają się w
sceny teatralne i cała miejscowość żyje wielkomiejskim życiem
artystycznym - wszystko dzięki prężnie działającemu miejscowemu
Ośrodkowi Kultury. Mieszkam tu, tu mam pracownię, znam tych ludzi i
lubię. Zgodziłam się, choć było to ciężkie - pomyślnie zakończone
zadanie i w przestrzeni publicznej malowałam obraz...
W lipcu
byłam zaproszona do udziału w Międzynarodowym Festiwalu Experyment w
Zbąszyniu. To magiczna przestrzeń, magiczne miejsce, magiczni ludzie:)
dość powiedzieć, że 200 artystów od Stanów Zjednoczonych po
Tadżykistan, spotkało się w jednym miejscu. To była bomba elektryczna
dla każdego z nas: razem uczestniczyliśmy we wspólnych naszych
występach i odsłonach, a do rana o nich dyskutowaliśmy... cała
miejscowość tętniła życiem i nie jedna aglomeracja może Festiwalu
Zbąszyniowi pozazdrościć...
Ja, we wnętrzach zabytkowego Dworca pokazałam PANGRAMY, które w innej przestrzeni czytało się na nowo.

Old Railway Station - Pangram I – IV
Specjalnie na
Experyment, który zatytułowano TRANSFORMACJA, zrobiłam instalację na
jezioro pt. DREAM. Były to: na biało pomalowane, pływające łóżko oraz
materac-pościel, z którego odfruwały wiatraczki i motyle. I miała ta
instalacja przetrwać jeden wieczór, ale stało się inaczej-
pozostawiliśmy ja na cały tydzień. No i praca ta przeżyła kompletną
transformację po dwóch silnych burzach, jednak do końca pływała.

Instalacja DREAM, 2008: zbliżenie, tuż przed wodowaniem, o świcie.
Pozałam wówczas cudownych ludzi i wspaniałych
artystów...trzymamy kontakt do dziś. Myślę, że to właśnie intensywne
rozmowy, i niejako 'bycie' ze sztuką tak blisko - sprawiło, że po
powrocie do domu, do swej pracowni, moja energia eksplodowała w postaci
BIG RED.
Więc powstawała nowa praca, w niecałe dwa tygodnie od
zakończenia Experymentu... a tymczasem znalazła mnie i zaprosiła do
współpracy Galeria sztuki Współczesnej 4 Beauty. To właśnie dzięki
naszej sympatycznej współpracy, kilka moich obrazów zmieniło
właściciela jeszcze we wrześniu. To była czysta radość, taki cudowny
obrót rzeczy, wiara w to że wszystko można, że się da..
Big Red czekało grzecznie na swój czas. Na początek listopada przypadał mój wernisaż w Galerii Baszta w Zbąszyniu.
Długo
się do tej wystawy przygotowywałam - od zimy. Chciałam zintegrować się
z trudną architekturą Baszty, zadziałać inaczej. Moją wystawę
zatytułowałam DYFUZJA - NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU... i z rozmysłem
sięgnęłam po Kunderę. Pokazałam zestaw obrazów, których tytuły
pozostały nieznane, by móc oddać się uczuciom, temu, co niewerbalne,
ulotne. By doświadczyć od szarości i czerni do wulkanu czerwieni... tej
ekspresji, tego imperatywu wewnętrznego... i zarazem przystosowałam to
moje działanie do wnętrza. Myślę, że udało mi się... I miło mi było,
gdy okazało się, że mieszkańcy pamiętali mnie z Festivalu, licznie
przyszli na wernisaż, przyjechała tamtejsza telewizja i radio. To nie
jest wcale takie codzienne na wernisażach.

Z cyklu: NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU, 2008
Cóż,
po czterech dniach otwierałam kolejna wystawę - BIG RED, tym razem w
Galerii BWA Kantorek w Bydgoszczy. Piękna, niewielka Galeria, z cudnymi
ludźmi... Zostałam przyjęta po królewsku.

BIG RED 2008 - KANTOREK GALLERY - BYDGOSZCZ 12/11/2008

BIG RED - 46 little paintings 15/15 cm - old clothes oil painting
BIG
RED to moje czyste wyznanie dla malarstwa, dla sztuki w ogóle. 46 - jak
ludzkich chromosomów - malutkich prac-obrazów-obiektów (znów chęć
przekraczania granic, ograniczeń) stworzyłam z własnych rzeczy, w
których malowałam w pracowni... to osobiste... to ważne. Towarzyszący
ogromny dyptyk z założenia malowałam po 20 warstw malarskich każdą
część i w trakcie procesu decydowałam o tym, której i ile warstwy
pozostawić mniej lub więcej; finalnie po środku coś się wydarzyło... a
ja od faktu bycia kobietą nie uciekam.
Za chwilę grudzień... Tym
razem, Galeria sztuki Współczesnej 4 Beauty zorganizowała dla swoich
najlepszych artystów (w tym dla mnie) wystawę - wydarzenie w Pałacu
Sobańskich w Warszawie. Przyszła rzesza znakomitych gości. Pokazałam
tam kila swoich obrazów, pełnych koloru i energii.
Kolejnego
dnia otwierały swe podwoje VI Targi Sztuki w Warszawie, w których
brałam udział. jako jedyny, niezależny artysta. Wystawiałam swe prace -
niepowtarzalna w swym pomyśle - pierwszego dnia Targów co godzina
zmieniałam cześć ekspozycji, kolejnego dnia pokazałam w trzech
odsłonach BIG RED, a ostatniego znów trzykrotnie zmieniałam prace.
To
na Targach, znalazła mnie i stanęła zachwycona pracami, Pani Alicja
Słowikowska, człowiek poszukujący ciekawych odmian książki artystycznej
i zaprosiła mnie do prezentacji mych prac w roku 2009.
Tak
zakończyłam pracowity rok 2008 - a muszę nadmienić, że do późnej
jesieni, oprócz zajmowania się sztuką, normalnie pracowałam. Zmieniłam
to ostatnio. Wreszcie czuje wiatr we włosach. Aha, jeszcze w
październiku byłam kuratorem wystawy w Galerii Szyperska.
A.K.: To rzeczywiście pracowity i obfitujący w ciekawe wydarzenia rok!
Pracuje
Pani na wiele sposobów, na wielu płaszczyznach... Czy może Pani
opowiedzieć o samym procesie tworzenia? Jak to jest? Czy najpierw
pojawia się zamysł, pomysł na dzieło, który konsekwentnie Pani
realizuje - czy też siada Pani przed płótnem i podąża 'za głosem
pędzla'?
B.P.: Nie ma jednego kodu - przy najmniej w
moim wypadku. Mówiłam już o Swojej wielowarstwowości, a to ma z
procesem twórczym wiele wspólnego. Ta moja cześć konceptualizująca
myśli długo, rozważa, obserwuje... sprawiam wówczas często wrażenie
nieobecnej duchem, albo takiej naburmuszonej z powodu bardzo poważnej
miny, w która się 'ubieram' myśląc intensywnie. I bywam szorstka, bo to
jest takie moje:
CZY NIE WIDZISZ, ŻE PRZESZKADZASZ?

:)
Tak
jakby każdy musiał wiedzieć, co tli się w mojej głowie... hahaha. Ale
tak jest. Dopiero potem, gdy większość rozważyłam, zabieram się do
rzeczy. Mówię większość, bo i tak zawsze coś wyskoczy, coś czego nie
brałam pod uwagę.
Z kolei przy pracach, które bliższe są
ekspresjonizmowi, niż konceptualizmowi (oj te -izmy...) jest inaczej.
Proces twórczy zaczynam od wymyślenia rozmiaru krosien i zamówienia ich
u stolarza. I od tego momentu kołacze mi się obraz w głowie. Im
bardziej koło płótna chodzę: nabijam, kleję, gruntuję, tym bardziej ten
obraz czuję...czuję - nie widzę, bo te prace są nastawione na to co
wykracza poza moją władzę, poza grzeczne prawo-lewo. Tu dają o sobie
znać emocje, gest, poczucie koloru, ruch, przestrzeń...Pociąga mnie i
mentalna, i wizualna
wycieczka w wielowarstwowość, w przestrzeń
wewnętrzną, tyle że na dwa sposoby je pokazuję. Równolegle. Trochę tak,
jakbym chciała to uchwycić z góry i spodu jednocześnie. No w każdym
bądź razie usiłuję, zmagam się:) O samym ' czuciu' płótna napisałam
tekst oddający wszystkie moje emocje z nim związane, z jego ważnością
dla mnie. Chętnie dam do wglądu. Generalnie, gdy tworzę, to i piszę, i
maluję,, i naciągam, i coś tam starego
przemalowuję, i zbiera mi się
na porządki na palecie, i segreguję farby, a to wszystko po to, by
zintensyfikować myślenie o samej pracy. Wiem, że inni mnie zaraz
skrytykują, ale w moim wypadku świetnie się ten system sprawdza i jedno
napędza drugie.
A.K.: Tworzenie wydaje się zatem
całkowicie Panią angażować i pochłaniać w sferze wyobraźni, koncepcji,
wizji, a także zmysłów: zapachu farb, faktury płótna... (świetnie daje
temu wyraz Pani PAMIĘTNIK,, którego fragment miałam przyjemność
przeczytać!).
We wcześniejszej rozmowie dwa razy wspomniała Pani, że
w swoich pracach nie ucieka Pani od kobiecości, która jest Pani ważną
częścią... Czym zatem jest dla Pani kobiecość, i w jaki sposób wpływa
na Pani twórczość?
B.P.: Hm...to kwestia identyfikowania
się z innymi kobietami, zmieniającym się kanonem bycia kobietą w
czasach 'globalnej wioski' i samoakceptacji wreszcie, takiej zgody na
fakt bycia kobietą w ogóle... Znam takie zagubione, wiecznie
narzekające i pogubione; i one do końca nie wiedzą, czy chcą być tą
biedną kobietą, czy tym silnym facetem - tak to widzą. A ja nie
wartościuję płci. Są różne, to oczywiste, ale mnie interesuje człowiek,
a dopiero potem jego rodzaj:) Ja nie tyle podkreślam, co właśnie
identyfikuję się jako kobieta i nie wstydzę się sięgnąć, po odniesienia
do mojej płci tworząc - są one dla mnie naturalne i bliskie, a cenię
autentyczność ponad wszystko. Stąd dyptyk BIG RED, i małe jego
cząstki...albo elementy Pangramu II, czy też MÓJ METR HORYZONTU. To
jest po prostu prawda o mnie. Jeśli ja tak czuję, to wydaje mi się, ze
unikam w tym momencie fałszu, czuje się prawdę, a nie ładną historyjkę
tylko.
Nie ma być estetycznie - ma być szczerze. Takie mam kryteria.
Bo poza wszystkim, uciekam od mody, czy stylu, który jest w sztuce
aktualny. Szukam własnej drogi...
A.K.: Będziemy zatem z
przyjemnością śledzić tę drogę razem z Panią:) Czy na koniec może nam
Pani powiedzieć, którą swoją pracę lubi Pani najbardziej, z którą jest
Pani najsilniej związana - i dlaczego?
B.P.: Hm... Nie
mam najukochańszej, fakt - do niektórych mam słabość... a to przez coś,
co się przydarzyło w czasie tworzenia, a to przez swojego rodzaju
męczarnię, która zmusiła mnie do zmagań ze swa nieudolnością,
słabością... itp. Ale zawsze, za każdym razem - najbardziej na topie,
na pierwszym miejscu jest praca, którą w tej chwili robię. To świeżo
powstające dziecko, teraz i w tym momencie... Dlaczego? Bo ja uważam,
że najważniejsze jest przede mną, a nie za mną…

A.K.: Dziękuję za rozmowę.
Zapraszamy do obejrzenia obrazów Artystki.
.............................................................................................................................................................
Rozmowa przeprowadzona 5 marca 2009. Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Artystki.













