Polska Wałbrzych
+ 48 600 700 628 /galeria@touchofart.eu

Galeria polskiego malarstwa współczesnego

Obrazy Olejne: 27740 , Malarze: 1145 .

Nazwisko

Tytuł

Kategoria

Słowo kluczowe
 
Kolor

Wysokość

Szerokość

Wymiary
 
Cena

Data
  
Data
  
zwiń

Wewnętrzne Przestrzenie Beaty Pflanz

Beata Pflanz
Rozmowa z Beatą Pflanz
Płótno, papier, przestrzeń – to Jej ulubione obszary. Tętniąca życiem i twórczą mocą, niezależna, odważna, samodzielna i intrygująca artystka, urodziła się 6 stycznia 1961 roku w Poznaniu, gdzie ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Jako osobowość – otwarta, przyjazna, ciepła. Jako artystka – zagadkowa, zmysłowa, wszechstronna: Beata Pflanz.
 
Anna Kamińska: Wydaje się, że jest w Pani wielka, niepohamowana potrzeba tworzenia. Jak to się wszystko zaczęło?

Beata Pflanz: Hm… też czasem zadaję sobie podobne pytanie… ale już wiem, że to tak po prostu  jest, że Ty, ja, czy inni – rodzimy się z tym czymś, co nas pochłania, co sprawia, że tylko To jest dla nas ważne, że bez TEGO nie da się po prostu żyć. Janek obrywał ciągle od mamy za podarte portki, gdy wchodził na czubek sosny, która była mu bocianim gniazdem, z którego obserwował dalekie kraje i marzył o podróżach – dziś jest znanym podróżnikiem. Chłopaki całe dnie ganiali za motylami – dziś są docentami poważanymi w swej uniwersyteckiej profesji… Ja już w przedszkolu, rozlewałam mleko (było obrzydliwe dla mnie, bo z kożuchami) z kubka na stół, tylko po to by rozlanej plamie dorabiać „nóżki”, „rączki”, „brzuszki”, albo słoneczka powstawały… Jak pamiętam, to zawsze coś lepiłam, dłubałam, malowałam…Chorowałam na wówczas trudną do leczenia astmę i całymi dniami siedząc w łóżku, trochę samotna, bez biegających rówieśników za oknem, malowałam akwarelkami obrazki – jeszcze do szkoły nie chodziłam…
 …to chyba odpowiedź brzmi: OD ZAWSZE. Taka moja skaza… haha.

A.K.: Wzruszyłam się czytając o małej, chorej, samotnej dziewczynce, która w swoich małych akwareklach wymalowywała dziecięce uczucia... Jako dorosła kobieta, rozlane mleko zamieniła Pani na olejne farby, a na płótnach powstają abstrakcyjne formy, pełne symboliki układy. Czym dziś jest dla Pani malarstwo?

B.P.: Ja nie chciałam wzbudzać współczucia... po prostu tak było, a że nie było telewizji, komputerów, muzyki w słuchawkach - pozostawały kredki, farba, plastelina, błoto i wyobraźnia... albo książki.

Właśnie z tym określeniem ABSTRAKCJA mam szalony kłopot: bo dla mnie to otaczająca mnie rzeczywistość, tyle że w mikro lub makro skali, niekiedy nałożona warstwa na warstwę...może więcej zauważam, bardziej szczegółowo patrzę... mam więcej czułków - taki mega robal... No i przenoszę te cząstki na płótno (albo inne medium), by przekazać swą INNER SPACE. Przepraszam, że po angielsku, ale to takie określenie z naciskiem podkreślające PRZESTRZEŃ WEWNĘTRZNĄ... nasze czucie, duszę i jej pokłady przestrzenne. Nie uciekam też w moich pracach od własnej kobiecości, intymności - jest częścią mnie.
Są mnie dwie, a czasem trzy - w tym moim tworzeniu: jedna konceptualizująca i powściągliwa niemal do granic możliwości - kolorystycznie, materiałowo... Druga (bo przecież nie można mieć ciągle jednego poziomu temperamentu - przynajmniej ja...) musi poczuć zespolenie z płótnem, jego szorstkością, mieć możliwość gestu, działania i akcji, cieszyć się procesem, który dzieje się i którego nie można ujarzmić w sztywne ramy założeń od początku... a trzecia poszukuje... kompiluje te dwie pierwsze ze sobą lub odwrotnie:)
Malowanie, tworzenie, to jest dla mnie oddychanie. Jak nie maluję, to też maluję... a najgorzej jest wtedy, gdy ciągle śni mi się kontynuowanie zaczętej pracy, bo nie mogę tak naprawdę tego procesu przerwać i jestem zmęczona... ciągle to mam: w głowie, pod powiekami, kojarzy mi się z tym co mnie otacza, wyrywa z kontekstu, ciągle to przetwarzam na swój sposób... żeby odpocząć, nie wystarczy mycie podłogi, spacer z psami - idę naciągnąć płótno... albo piszę... haha...
I jeszcze dochodzi do tego moje ciągłe interesowanie się tym co w sztuce się dzieje, takie moje bycie z nią na bieżąco.
Mam potrzebę bycia z innymi i obcowania ze sztuką osobiście, nie tylko wirtualnie. Całkiem inny odbiór, inne przeżycia, głębsze, bo dochodzi wielkość, kolor, zapach i to wszystko działa na odbiorcę bezpośrednio, niesamowicie... Bywam też z ludźmi w świecie wirtualnym, gdzieś w Stanach, Indiach, gdziekolwiek.
Ostatnio dostałam od całkiem nieznanych ludzi tak miłe komentarze do moich prac, że aż pąsowa ze wstydu się zrobiłam. Bardzo to było miłe, trochę górnolotne, ale pisane szczerze i z pasją. I to trzyma mnie przy życiu, bo mam świadomość, że to co robię ma sens nie tylko dla mnie, a w naszych polskich warunkach można weń naprawdę zwątpić, kiedy nawet jest trudno przestrzeń na wystawę znaleźć, albo coś sprzedać. Artyści też czasem jedzą i płacą rachunki, ta codzienność dotyka każdego. Więc pokrzepia mnie takie obce dobre słowo, niczym nie sprowokowane, nie wymuszone.

A.K.: Rzeczywiście, rynek sztuki w Polsce wciąż raczkuje, a wielu artystów musi podejmować dodatkową pracę, by mieć czas i pieniądze na 'luksus tworzenia po godzinach'. Wiem, że w Pani przypadku jest inaczej - całkowicie oddaje się Pani sztuce, i samodzielnie organizuje Pani wydarzenia z nią związane (siedem w ubiegłym roku!). Czy mogłaby Pani o nich opowiedzieć?

B.P.: Trzeba zacząć od tego, ze jestem uparta - jak to koziorożce mają:) Jak się uprę, to postawię na swoim:)
Oprócz uporu i determinacji, są jeszcze potrzebne: konsekwencja działania i praca. W przypadku wolnego zawodu, jakim jest artysta, sam zainteresowany powinien narzucać sobie pewne zadania i je realizować. Sam sobie jest praco- dawco - biorcą. Większość leży w jego mocy....

W minionym roku, pierwsza moja wystawa 'czterystapięćdziesiątjedenelementów' odbyła się w Galerii Szyperska w Poznaniu (Galeria znajduje się przy siedzibie Okręgu Poznańskiego ZPAP). Przestrzeń tej Galerii jest podzielona na trzy mniejsze - jedna jest w surowej cegle. Generalnie Galeria ma swoją specyfikę i jest uznawana przez artystów za trudną przestrzeń. Dla mnie była idealna i świetnie się tam odnalazły moje cztery PANGRAMY (w sali ceglanej), a w pozostałej części Galerii: cykl METR HORYZONTU i dwunastometrowy obraz MÓJ METR HORYZONTU, pokazany tym razem na dwóch, a nie na jednej ścianie.
Panagram Beata Pflanz

PANGRAM II, 2007/2008, dzianina, technika własna, 100/15 cm/15 cm.  


Pangramy pokazały moją potrzebę pokazania, że obraz nie musi być zawsze taki sam, nie musi być dwuwymiarowy, że wreszcie może być i obrazem, i obiektem, i książką artystyczna w jednym momencie, a ponadto moje ostatnie działanie PANGRAM IV zaanektował całą przestrzeń galerii. W ten sposób pokazałam, ze obraz może być i na ścianie, na suficie, na podłodze - jednocześnie.
 
Panagram Beata Pflanz
PANGRAM IV,2008,  płótno, sznurek, technika własna.

 
Lubię bawić się skostniałymi juz pojęciami, po to by malarstwo odkrywać niejako na nowo. Muszę też dodać, że część prac powstała z mych osobistych rzeczy, co stało się juz moją wizytówką. MÓJ METR HORYZONTU (człowiek od wewnątrz, i jego energia wewnętrzna) kapitalnie się tam odnalazły.
 
Beata Pflanz Mój Metr Horyzontu  Beata Pflanz Mój Metr Horyzontu  Beata Pflanz Mój Metr Horyzontu

Seria: MÓJ METR HORYZONTU, 2007/2008, olej na płótnie, 46/ 50 cm/ 50 cm.


Po tej wystawie zostałam zaproszona w poczet członków ZPAP, a także zaproszona zostałam do pracy w Zarządzie.

Kolejne moje działanie miało miejsce w czerwcu, w Suchym Lesie. Co roku organizowane są u nas DNI TEATRU. Na wymianę przyjeżdżają ludzie z zaprzyjaźnionej gminy z Niemiec. W tym okresie szkoły zamieniają się w sceny teatralne i cała miejscowość żyje wielkomiejskim życiem artystycznym - wszystko dzięki prężnie działającemu miejscowemu Ośrodkowi Kultury. Mieszkam tu, tu mam pracownię, znam tych ludzi i lubię. Zgodziłam się, choć było to ciężkie - pomyślnie zakończone zadanie i w przestrzeni publicznej malowałam obraz...

W lipcu byłam zaproszona do udziału w Międzynarodowym Festiwalu Experyment w Zbąszyniu. To magiczna przestrzeń, magiczne miejsce, magiczni ludzie:) dość powiedzieć, że 200 artystów od Stanów Zjednoczonych po Tadżykistan, spotkało się w jednym miejscu. To była bomba elektryczna dla każdego z nas: razem uczestniczyliśmy we wspólnych naszych występach i odsłonach, a do rana o nich dyskutowaliśmy... cała miejscowość tętniła życiem i nie jedna aglomeracja może Festiwalu Zbąszyniowi pozazdrościć...
Ja, we wnętrzach zabytkowego Dworca pokazałam PANGRAMY, które w innej przestrzeni czytało się na nowo.
 
Beata Pflanz Panagran

Old Railway Station - Pangram I – IV


Specjalnie na Experyment, który zatytułowano TRANSFORMACJA, zrobiłam instalację na jezioro pt. DREAM. Były to: na biało pomalowane, pływające łóżko oraz materac-pościel, z którego odfruwały wiatraczki i motyle. I miała ta instalacja przetrwać jeden wieczór, ale stało się inaczej- pozostawiliśmy ja na cały tydzień. No i praca ta przeżyła kompletną transformację po dwóch silnych burzach, jednak do końca pływała.
 
Beata Pflanz Dream  Beata Pflanz Dream  Beata Pflanz Dream
Instalacja DREAM, 2008: zbliżenie, tuż przed wodowaniem, o świcie.

Pozałam wówczas cudownych ludzi i wspaniałych artystów...trzymamy kontakt do dziś. Myślę, że to właśnie intensywne rozmowy, i niejako 'bycie' ze sztuką tak blisko - sprawiło, że po powrocie do domu, do swej pracowni, moja energia eksplodowała w postaci BIG RED.
Więc powstawała nowa praca, w niecałe dwa tygodnie od zakończenia Experymentu... a tymczasem znalazła mnie i zaprosiła do współpracy Galeria sztuki Współczesnej 4 Beauty. To właśnie dzięki naszej sympatycznej współpracy, kilka moich obrazów zmieniło właściciela jeszcze we wrześniu. To była czysta radość, taki cudowny obrót rzeczy, wiara w to że wszystko można, że się da..
Big Red czekało grzecznie na swój czas. Na początek listopada przypadał mój wernisaż w Galerii Baszta w Zbąszyniu.
Długo się do tej wystawy przygotowywałam - od zimy. Chciałam zintegrować się z trudną architekturą Baszty, zadziałać inaczej. Moją wystawę zatytułowałam DYFUZJA - NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU... i z rozmysłem sięgnęłam po Kunderę. Pokazałam zestaw obrazów, których tytuły pozostały nieznane, by móc oddać się uczuciom, temu, co niewerbalne, ulotne. By doświadczyć od szarości i czerni do wulkanu czerwieni... tej ekspresji, tego imperatywu wewnętrznego... i zarazem przystosowałam to moje działanie do wnętrza. Myślę, że udało mi się... I miło mi było, gdy okazało się, że mieszkańcy pamiętali mnie z Festivalu, licznie przyszli na wernisaż, przyjechała tamtejsza telewizja i radio. To nie jest wcale takie codzienne na wernisażach.



Nieznośna Lekkość Bytu Beata Pflanz

Z cyklu: NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU, 2008
 
Cóż, po czterech dniach otwierałam kolejna wystawę - BIG RED, tym razem w Galerii BWA Kantorek w Bydgoszczy. Piękna, niewielka Galeria, z cudnymi ludźmi... Zostałam przyjęta po królewsku.
 
Beata Pflanz Big Red
BIG RED 2008 - KANTOREK GALLERY - BYDGOSZCZ 12/11/2008
 
Beata Pflanz  Beata Pflanz

BIG RED - 46 little paintings 15/15 cm - old clothes oil painting
BIG RED to moje czyste wyznanie dla malarstwa, dla sztuki w ogóle. 46 - jak ludzkich chromosomów - malutkich prac-obrazów-obiektów (znów chęć przekraczania granic, ograniczeń) stworzyłam z własnych rzeczy, w których malowałam w pracowni... to osobiste... to ważne. Towarzyszący ogromny dyptyk z założenia malowałam po 20 warstw malarskich każdą część i w trakcie procesu decydowałam o tym, której i ile warstwy pozostawić mniej lub więcej; finalnie po środku coś się wydarzyło... a ja od faktu bycia kobietą nie uciekam.

Za chwilę grudzień... Tym razem, Galeria sztuki Współczesnej 4 Beauty zorganizowała dla swoich najlepszych artystów (w tym dla mnie) wystawę - wydarzenie w Pałacu Sobańskich w Warszawie. Przyszła rzesza znakomitych gości. Pokazałam tam kila swoich obrazów, pełnych koloru i energii.

Kolejnego dnia otwierały swe podwoje VI Targi Sztuki w Warszawie, w których brałam udział. jako jedyny, niezależny artysta. Wystawiałam swe prace - niepowtarzalna w swym pomyśle - pierwszego dnia Targów co godzina zmieniałam cześć ekspozycji, kolejnego dnia pokazałam w trzech odsłonach BIG RED, a ostatniego znów trzykrotnie zmieniałam prace.
To na Targach, znalazła mnie i stanęła zachwycona pracami, Pani Alicja Słowikowska, człowiek poszukujący ciekawych odmian książki artystycznej i zaprosiła mnie do prezentacji mych prac w roku 2009.

Tak zakończyłam pracowity rok 2008 - a muszę nadmienić, że do późnej jesieni, oprócz zajmowania się sztuką, normalnie pracowałam. Zmieniłam to ostatnio. Wreszcie czuje wiatr we włosach. Aha, jeszcze w październiku byłam kuratorem wystawy w Galerii Szyperska.

A.K.: To rzeczywiście pracowity i obfitujący w ciekawe wydarzenia rok!
Pracuje Pani na wiele sposobów, na wielu płaszczyznach... Czy może Pani opowiedzieć o samym procesie tworzenia? Jak to jest? Czy najpierw pojawia się zamysł, pomysł na dzieło, który konsekwentnie Pani realizuje - czy też siada Pani przed płótnem i podąża 'za głosem pędzla'?


B.P.: Nie ma jednego kodu - przy najmniej w moim wypadku. Mówiłam już o Swojej wielowarstwowości, a to ma z procesem twórczym wiele wspólnego. Ta moja cześć konceptualizująca myśli długo, rozważa, obserwuje... sprawiam wówczas często wrażenie nieobecnej duchem, albo takiej naburmuszonej z powodu bardzo poważnej miny, w która się 'ubieram' myśląc intensywnie. I bywam szorstka, bo to jest takie moje: 
 
CZY NIE WIDZISZ, ŻE PRZESZKADZASZ?
Beata Pflanz  Beata Pflanz  Beata Pflanz
:)
 
Tak jakby każdy musiał wiedzieć, co tli się w mojej głowie... hahaha. Ale tak jest. Dopiero potem, gdy większość rozważyłam, zabieram się do rzeczy. Mówię większość, bo i tak zawsze coś wyskoczy, coś czego nie brałam pod uwagę.

Z kolei przy pracach, które bliższe są ekspresjonizmowi, niż konceptualizmowi (oj te -izmy...) jest inaczej. Proces twórczy zaczynam od wymyślenia rozmiaru krosien i zamówienia ich u stolarza. I od tego momentu kołacze mi się obraz w głowie. Im bardziej koło płótna chodzę: nabijam, kleję, gruntuję, tym bardziej ten obraz czuję...czuję - nie widzę, bo te prace są nastawione na to co wykracza poza moją władzę, poza grzeczne prawo-lewo. Tu dają o sobie znać emocje, gest, poczucie koloru, ruch, przestrzeń...Pociąga mnie i mentalna, i wizualna
wycieczka w wielowarstwowość, w przestrzeń wewnętrzną, tyle że na dwa sposoby je pokazuję. Równolegle. Trochę tak, jakbym  chciała to uchwycić z góry i spodu jednocześnie. No w każdym bądź razie usiłuję, zmagam się:) O samym ' czuciu' płótna napisałam tekst oddający wszystkie moje emocje z nim związane, z jego ważnością dla mnie. Chętnie dam do wglądu. Generalnie, gdy tworzę, to i piszę, i maluję,, i naciągam, i coś tam starego
przemalowuję, i zbiera mi się na porządki na palecie, i segreguję farby, a to wszystko po to, by zintensyfikować myślenie o samej pracy. Wiem, że inni mnie zaraz skrytykują, ale w moim wypadku świetnie się ten system sprawdza i jedno napędza drugie.

A.K.: Tworzenie wydaje się zatem całkowicie Panią angażować i pochłaniać w sferze wyobraźni, koncepcji, wizji, a także zmysłów: zapachu farb, faktury płótna... (świetnie daje temu wyraz Pani PAMIĘTNIK,, którego fragment miałam przyjemność przeczytać!).
We wcześniejszej rozmowie dwa razy wspomniała Pani, że w swoich pracach nie ucieka Pani od kobiecości, która jest Pani ważną częścią... Czym zatem jest dla Pani kobiecość, i w jaki sposób wpływa na Pani twórczość?


B.P.: Hm...to kwestia identyfikowania się z innymi kobietami, zmieniającym się kanonem bycia kobietą w czasach 'globalnej wioski' i samoakceptacji wreszcie, takiej zgody na fakt bycia kobietą w ogóle... Znam takie zagubione, wiecznie narzekające i pogubione; i one do końca nie wiedzą, czy chcą być tą biedną kobietą, czy tym silnym facetem - tak to widzą. A ja nie wartościuję płci. Są różne, to oczywiste, ale mnie interesuje człowiek, a dopiero potem jego rodzaj:) Ja nie tyle podkreślam, co właśnie identyfikuję się jako kobieta i nie wstydzę się sięgnąć, po odniesienia do mojej płci tworząc - są one dla mnie naturalne i bliskie, a cenię autentyczność ponad wszystko. Stąd dyptyk BIG RED, i małe jego cząstki...albo elementy Pangramu II, czy też MÓJ METR HORYZONTU. To jest po prostu prawda o mnie. Jeśli ja tak czuję, to wydaje mi się, ze unikam w tym momencie fałszu, czuje się prawdę, a nie ładną historyjkę tylko.
Nie ma być estetycznie - ma być szczerze. Takie mam kryteria. Bo poza wszystkim, uciekam od mody, czy stylu, który jest w sztuce aktualny. Szukam własnej drogi...

A.K.: Będziemy zatem z przyjemnością śledzić tę drogę razem z Panią:) Czy na koniec może nam Pani powiedzieć, którą swoją pracę lubi Pani najbardziej, z którą jest Pani najsilniej związana - i dlaczego?

B.P.: Hm... Nie mam najukochańszej, fakt - do niektórych mam słabość... a to przez coś, co się przydarzyło w czasie tworzenia, a to przez swojego rodzaju męczarnię, która zmusiła mnie do zmagań ze swa nieudolnością, słabością... itp. Ale zawsze, za każdym razem - najbardziej na topie, na pierwszym miejscu jest praca, którą w tej chwili robię. To świeżo powstające dziecko, teraz i w tym momencie... Dlaczego? Bo ja uważam, że najważniejsze jest przede mną, a nie za mną…


Beata Pflanz
 
A.K.: Dziękuję za rozmowę.
 
Zapraszamy do obejrzenia obrazów Artystki.
 
.............................................................................................................................................................
Rozmowa przeprowadzona 5 marca 2009. Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Artystki.

Statystyki TouchofArt Obrazy Olejne:27740Malarze:1145 !

do góry

do góry

Szybki kontakt

Jacek Jaros
tel + 48 600 700 628
galeria@touchofart.eu